Analog. Fizyczny ciężar wspomnień.
W świecie, w którym każdy nosi w kieszeni aparat, a zdjęcia giną w chmurze, wybieram trudniejszą drogę.
Fotografuję Leicą M6. To w pełni mechaniczny aparat. Bez autofokusa, bez ekranu podglądu, bez możliwości usunięcia nieudanego ujęcia. Mam tylko 36 klatek na rolce filmu. To ograniczenie jest moją największą siłą.
Dlaczego to robię?
Bo analog wymusza uważność. Zanim nacisnę spust, muszę być pewny. Nie “strzelam” seriami, licząc, że coś wyjdzie. Czekam na ten jeden, decydujący moment. Dzięki temu na moich zdjęciach jest mniej przypadkowości, a więcej treści.
Estetyka Niedoskonałości
Cyfrowe matryce dążą do klinicznej czystości. Film analogowy jest organiczny. Ma ziarno, ma strukturę, ma “brud”, który sprawia, że obraz żyje. Kolory z kliszy Kodak Portra czy czernie z Ilforda mają głębię, której nie podrobi żaden cyfrowy filtr. To jest estetyka, która się nie starzeje – tak wyglądały zdjęcia 50 lat temu i tak będą wyglądać za kolejne 50.
Namacalny Dowód
Wybierając analog, nie otrzymujecie tylko plików na dysku. Negatyw to fizyczny obiekt. To kawałek plastiku pokryty srebrem, na który wpadło światło w dniu Waszego ślubu. To jedyny, oryginalny świadek tamtych chwil.
Dla mnie analog to nie moda na retro. To szacunek do rzemiosła i historii, którą dla Was zapisuję.